Tanie spanie.

0
wtorek, lutego 19, 2013
Wykorzystales dobra rade wujka Krzysia, kupiles tanio bilet lotniczy, wysiadasz w nieznanym, moze nawet niezwykle egzotycznym miejscu i co dalej? O tym, ze z lotniska do cetrum miasta nie podrozuje sie taksowka, bo 'złotówy' zawsze kroja frajerow, wywodu nie bedzie. Pamietaj tylko, ze z kazdego portu lotniczego zawsze dziala jakas komunikacja miejska, ktora przetransportuje cie w odpowiednie miejsce, blizej cywilizacji. Niebezpiecznie? A ile znasz przypadkow smiertelnych w srodkach transportu komunikacji miejskiej? Wybuchajacy, 'w imie Boze', muzulmanie sie nie licza...

Dobra, autobus ogarniety, wysiadasz na dworcu glownym. Spodziewaj sie gromadki upierdliwych miejscowych probujacych wcisnac ci wszystko, od noclegu, poprzez uslugi masazu z happy endem, az po rozciagliwe skarpety ze sztruksu (wiem co to sztruks, wiem ze sie nie rozciaga, naucz tych w Afryce). Olej wszystkich gestym sikiem, nie wdawaj sie w dyskusje, odejdz na bok i usiadz na chodniku. By znalezc kat do spania masz pare opcji:

a) bedac urzedasem na pewno przygotowales sobie juz w domu pare noclegowni, skrzetnie zapisales wszystkie dane z forum podrozniczego, wiec wyjmij z plecaka (no bo chyba nie masz walizki na kolkach?) perfekcyjnie zlozona karteczke i udaj sie do pierwszego miejsca od gory. Na pewno bedzie cool, w koncu sam je wybierales, nie zamierzam podwazac twojego gustu.

b) bedac 'smierdzacym lamusem' zapewne nie zrobiles w domu nic, a jestes na tyle leniwy, ze jedyne co ci pozostaje to wyciagnac z plecaka przewodnik Lonely Planet. Pytasz sie 'tego drugiego' gdzie my wlasciwie jestesmy i podazasz do napredce wybranego miejsca oferujacego uslugi hotelarskie. Przwodnik ma podzielone miejsca noclegowe na trzy kategorie (budget, midrange i top end), wiec bez obawy, kazdy znajdzie cos dla siebie. Jeszcze nigdy sie na Lonely Planet nie zawiodlem. W kazdej kategorii masz po pare opcji, krotki opis noclegowni i w miare aktualne ceny za dobe. A jak nie rozumiesz po angielsku to twoj problem. W szkole bylo duzo smiechu? Bez obawy... na budowie tez bedzie!

c) bedac 'Supertrampem' samemu, wloczac sie po miescie, szukasz sobie miejsce noclegowe i zasiadajac wieczorem, przy piwku w restauracji na dachu swojej rezydencji, pod nosem smiejesz sie z wszystkich urzednikow i lamusow, o ktorych czytales powyzej. Smiejesz sie, bo wiesz, ze masz lepszy komfort, za mniejsze pieniadze, a daj jeszcze Boze mniejsza liczbe angielskich pseudo-turystow.

Tak to juz z Lonely Planet bywa, ze jak wrzuca jakis hostel/hotel do przewodnika, to ceny z reguly ida do gory. Nalezy zwyczajnie pamietac, ze nawet od najtanszej opcji noclegu z listy w przewodniku na pewno samemu idzie znalezc cos w korzystniejszej cenie.

Dobra, ale jak spac tanio? Najtaniej jest oczywiscie w namiocie przy drodze. Jesli nie bawi Cie jednak lono natury, a nie jestes tez francuskim pieskiem, warto korzystac z wszelkiego rodzaju hosteli/guest house'ów, czy innych bungalowów. Nie ma sie co oszukiwac, Hilton to nie jest. Ale w wiekszosci przypadkow mozna liczyc na czysta posciel, recznik, czy moskitiere, gdzie wymaga tego klimat. Hostele charakteryzuje takze dosc specyficzna, wyluzowana atmosfera, wiec wielce prawdopodobne, ze szybko nawiazesz nowe znajomosci, czy tez wymienisz sie uwagami dotyczacymi wczesniejszego/pozniejszego celu swojej podrozy.

Ceny zas sa naprawde smieszne. Nigdzie nie zdarzylo mi sie wydac za kat do spania wiecej, anizeli 15 funtow za dobe. Lokalizacje tez sa smieszne. I tak na przyklad:
- w Singapurze spalem w zbiorowym pokoju, na dachu bloku, w tetniajcej zyciem, napchanej galeriami i butikami dzielnicy handlowej


- na wyspie Koh Samui za jakies 6 dolarow na dwoch (!) mielismy przyjemnosc pospac w trojkatnym domku na plazy, gdzie od wod Zatoki Tajlnadzkiej dzielilo nas niespelna 10 metrow (!)


- w Kranchanaburi goscilismy w chatce na samej rzecze Kwai... kojarzysz film, ja znam bardzo dobrze pewna melodie


- oczywiscie nie zawsze bywa kolorowo, jak chocby wtedy, gdy ladujesz dwojka doroslych, zdrowych facetow w pewnym miejscu o trzeciej nad ranem, a jedyny dostepny pokoj jest z podwojnym lozkiem. Na szczescie w Malindi znalezli na to sposob. Nie lubia tam rowerzystow


- nie zawsze jest takze sporo miejsca, jak chocby w Bangkoku


- a czasami bywa tez dosc mroczno, chyba, ze masz inne niz ja skojarzenia z wiszacym na scianie dywanem, nie widzisz Talibow i odcietej, przed tygodniem, glowy australijskiego zurnalisty


- Czy ten gosc przestanie? Ja tam bukuje wszystko za wczasu, szkoda nerw i czasu na wloczenie sie po miejscu od hostelu do hostelu. - ten z tylnego rzedu zdjal kaptur, pokazal morde. Nie wiem, czy chcialem ja ogladac... Szczerze odradzam rezerwowanie hostelu/hotelu za wczasu. Po pierwsze nie chcesz sie uwiazywac jakimis terminami. Po drugie nigdy nie wiesz, co w podrozy bedziesz robil za trzy dni. Po trzecie majac zarezerwowany pokoj tracisz mozliwosc targowania sie bedac juz na miejscu, a idzie ostro zjechac, szczegolnie poza sezonem. Do tego zdjecia w internecie obrobic potrafi kazdy i nie zawsze to, jak w rzeczywistosci wyglada pokoj pokrywa sie z fotografia umieszczona w sieci. Wiekszosci to nie przeszkadza, ja, jesli tylko pokoj ma dzialajacy prysznic i jest lozko, biore w ciemno, bez uprzedniego ogladania, ale zdarzaja sie i tacy, ze jak nie ma cieplej wody, wola szukac dalej. W necie nie o wszystkim napisza. Wiem(y), bo pracuje(my) w hotelu.

Jedyny dopuszczalny przeze mnie (choc nie praktykowany, bo wole przeczekac pare H na lotnisku niz placic za pol doby hotelowej) przypadek wczesniejszego zabukowania miejsca noclegowego to sytuacja, w ktorej ladujesz w porcie docelowym pozno w nocy, jestes zmeczony i jedyne o czym w danej chwili marzysz to szybki prysznic i milusia podusia. Jestes 'mietki', to twoja pierwsza podroz, lub zwyczajnie nie zal ci kasy - jedz do hostelu, odespij jet lag (uderza w kazdego, nie zgrywaj bohatera), naladuj baterie, a jak sie obudzisz wujek Krzysiu opowie ci o tym jak oraz gdzie tanio i dobrze zjesc. Czesc!

0 komentarze: